Ís land, czyli najlepsze lody na świecie

To była piękna niedziela, pierwsza prawdziwie wiosenna, kiedy mogłam schować rękawiczki do torby i założyć okulary przeciwsłoneczne (a nawet zmienić okrycie wierzchnie). Bez okularów byłoby ciężko, zważywaszy na to jak słońce na Północy daje czasem popalić. Byłam pewna od samego świtu, że pójdziemy na spacer. Trzeba było tylko poczekać, aż wybije magiczna godzina 11. Zapytacie: po co czekać?

Właśnie po to, żeby na drugie śniadanie zjeść to:

blogbragdarefur

Od teraz mam przeświadczenie, że zanim przyjechałam na Islandię, musiałam żyć w jakimś lodowym ciemnogrodzie. Ja obok lodów nie przechodzę obojętnie. Kiedyś szczytem finezji były McFlurry w sieciówce Której Imienia Nie Wolno Wymawiać. Zostałam wychowana na roladach lodowych, Apaczach i Bambino na patyku. Lody dość często gościły w niedzielne letnie popołudnia do kawy, szczególnie w upalne dni. I to rozczarowanie, kiedy pod koniec sierpnia sklepy zaczynały ograniczać asortyment i twoje ulubione rożki znikały z lodówek… McFlurry było świętem, które obchodziliśmy czasem podczas wyjazdów do Poznania, choć nie pamiętam, żeby to zdarzało się szczególnie często. Frytki, jednak, rządzą.

Jako już nieco starszy obywatel, przyjeżdżając na Islandię nie zdawałam sobie sprawy jak rozwinięta jest tutaj kultura „lodowa”. Doświadczeni stażem Erasmusi próbowali nam wytłumaczyć o co chodzi i jak to się robi, ale my podeszliśmy do sprawy początkowo bez entuzjazmu. Przecież nie pójdę w styczniu na lody. I jeszcze jadła je NA ZEWNĄTRZ (i płaciła za nie 30 zł). Odważyłam się, spróbowałam i odtąd jem lody częściej zimą niż latem i zamawiam iście po islandzku.

Bragðarefur w formie, w której jest podawany na Islandii, nie znajdziecie nigdzie indziej na świecie. McFlurry to jego odpowiednik, ale daleko mu do oryginału. Ma nawet swoje hasło w islandzkiej Wikipedii, według którego bragðarefur to popularne „danie lodowe”, które można dostać w większości lodziarni w kraju. Wybieramy tzw. bazę, czyli smak naszych lodów, klasyka to wanilia i często to jedyny wybór, w mniejszych punktach sprzedaży. Teraz dodatki: od nutelli, po oreo, orzechy, owoce do lukrecji. I jeszcze więcej. Najczęściej można wybrać trzy. Później nasz pojemnik z bazą i dodatkami trafia pod specjalną maszynę, która „miażdży” całą jego zawartość, która jest przekładana do papierowego kubka i voilà, mamy to! Wersja maxi to pół litra plus czubek. Nie miałam z nią problemu.

Mój koszmar z dzieciństwa, czyli kurczący się asortyment lodów na zimę w Polsce, zniknął jak ręką odjął po przeprowadzce na Islandię. Tutaj to zjawisko po prostu nie występuje. Oczywiście niektóre lodziarnie są zamykane, ale głównie te z lodami „gałkowymi”. Brak turystów = brak biznesu. Bo wiadomo: szukamy tego, co znamy. Nazwa bragðarefur nic nam nie mówi, a już na pewno nie to, że to „smakowy lis”! (refur to lis, bragð to smak). Nazwą, która się przyjęła podczas Erasmusa to twister, która myślę, że dobrze opisuje to zjawisko. W lodziarni też będą wiedzieć o co chodzi 😉

To, co wyróżnia islandzkie lody to smak. Kupując je praktycznie gdziekolwiek, czy to z maszyny à la kręcone, czy zwykłe pudełko lodów z marketu – one są zwyczajnie lepsze, bardziej śmietankowe, po prostu… „bardziej”. Na islandzkim rynku mamy dwóch poważnych konkurentów: Kjörís i Emmessís i trudno jednoznacznie stwierdzić kto robi to lepiej. A gdy nie będziecie mogli się zdecydować zawsze możecie wsiąść w samochód i wybrać się na ísrúntur, czyli kręcenie kółek przez młodzież swoim nowym-lecz-wiekowym pojazdem, które zazwyczaj kończy się w punkcie sprzedaży lodów, warto wspomnieć, że największe lodziarnie są otwarte do późna, nawet do godziny 23, ponieważ lody są bardzo popularną wieczorną przekąską.

outsidebragdarefur

Apeluję: gelato zostawcie sobie na wizytę we Włoszech. Tam pewnie i tak są lepsze na każdym rogu. Chyba, że traficie na lodziarnię Valdís, która specjalizuje się w gałkach. Wtedy rozplanujcie sobie tak makroskładniki, żeby spróbować obu specjalności regionu. Pamiętajcie jednak, że bragðarefur na zawsze zepsuje Wam smak McFlurry (nigdy nie zapomnę pierwszego McFlurry po powrocie z Erasmusa, był po prostu…zły. Niewłaściwy).

A gdy najdzie Was ochota na zdrowszą wersję twistera (być może wcale nie mniej kaloryczną!), siegnijcie po mrożone owoce, blender i dodatki na jakie tylko macie ochotę!

20190407_180333[1]Moja wersja to:

  • 1 mrożony banan (kroimy w plasterki przed zamrożeniem)
  • ok. 70 ml mleka owsianego
  • 2 ciasteczka oreo bez cukru
  • 1 czubata łyżeczka masła z orzechów laskowych
  • ekspandowana komosa ryżowa
  • ciastko czekoladowe bez cukru
  • batonik Nakd o smaku Peanut Delight
  • kilka mrożonych malin

Banana wyciągamy z zamrażarki ok. 10 minut przed użyciem. Wrzucamy go do blendera wraz pokruszonymi ciasteczkami oreo, masłem z orzechów laskowych i połową mleka i blendujemy na najwyższej mocy do konsystencji przypominającej lody. Resztę mleka dodajemy stopniowo do blendera, aż do pożądanego efektu. Dekorujemy ekspandowaną komosą ryżową, wciskamy maliny, ciasteczko i batonika gdzie się tylko da i zajadamy ze smakiem bez wyrzutów sumienia 🙂

Opublikowane przez vikingaland

Obalam mity na temat obecności niedźwiedzi polarnych na Islandii. Od kilku już lat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: