Kokkteilsósa, czyli islandzkie dobro narodowe

Od kiedy pamiętam, zawsze kojarzyłam coś takiego jak sos do sałatki z krewetkami, który nazywa się sos koktajlowy do krewetek, czy jakoś tak. A może całe danie – koktajl z krewetek? Ale byłam jeszcze za gówniana, żeby krewetki mi smakowały. I w sumie nie smakują za bardzo do dzisiaj.

Moje życie nabrało (pełnego konserwantów) smaku, kiedy dane mi było wycisnąć na frytki pewną maź z różowej tubki, której kolor podchodził też pod różowy. Na etykiecie widniała miska z frytkami, więc na pewno się nie pomyliłam i takie musi być przeznaczenie tej mazi. Pierwsza myśl (nierzadko się zresztą pojawiająca, jak próbuję czegoś nowego): kurde dobre. Co to jest? Odpowiedź brzmiała: kokkteilsósa. A z czego ten sosik? A majonez, keczup, śmietana. Moje serce stanęło. Jeszcze wtedy bardzo dbałam o to co jem, a raczej jak bardzo nie jem, także na słowo majonez i śmietana łapałam oddech. Drugie zaburzenie rytmu serca miało miejsce, kiedy próbowałam zeskanować skład tejże mazi. I nie wiem, co mnie bardziej denerwowało. To, że takie małe literki, czy to, że ta lektura taka długa…

fullsizeoutput_76

Kanapki posmarowane sosami zamiast masła zdarzają się tutaj dość często. Najpopularniejsze to pítusósa, czyli sos śmietanowo-majonezowy, kokkteilsósa i sinnepssósa (sos śmietanowo-musztardowy). Na sklepowych półkach można również znaleźć sos do hamburgerów – zapewne na bazie majonezu (hamborgarasósa), czy duński sos remulada (sos majonezowy z odrobiną curry, na bazie kapusty i ogórków kiszonych). Ten ostatni jest nieodłącznym składnikiem islandzkiego hot-doga. Muszę przyznać, że dość trudno jest mi zrozumieć miłość Islandczyków do sosów, i to takich… z konserwantami. Z drugiej strony jednak, zdaję sobie sprawę, że lata powojenne, a wraz z nimi napływ amerykańskich prądów kulturowych, szczególnie tych związanych z fa(s)t-foodem, przyniosły ożywienie i niesamowicie szybkie tempo rozwoju pod różnymi względami. Obok wędzonych i solonych mięs i ryb, swoją popularność zaczęły zdobywać hamburgery, hot-dogi i pizza. Tak, mamy jeszcze pizzusósa. Gotowy do wyciśnięcia na ciasto, odpowiednio doprawiony, sos pomidorowy. Nadchodzi nowa era w kulinarnej historii Islandii.

Kokkteilsósa, niestety, nie jest pomysłem islandzkim, choć mieszkańcy bardzo by sobie tego życzyli. Zaszczytny tytuł wynalazcy sosu chciał zagarnąć Magnús Björnsson. W swojej restauracji w Keflavíku serwował sos tysiąca wysp, który stał się bazą do dalszych eksperymentów poczynionych przez Valgerður, żonę kucharza. To jej wersja ma być tym, czym dzisiaj jest kokkteilsósa. Prawda jest jednak taka, że na świecie już wcześniej istniały bardzo podobne sosy na bazie majonezu i keczupu. Dla przykładu brytyjski sos Marie Rose stworzony przez Fanny Cradock na przełomie w latach 60. składa się z pomidorów, majonezu, sosu Worcestershire, soku z cytryny i pieprzu. Jego prostsza wersja to tylko keczup i majonez.

Jeśli jakiś Islandczyk będzie Wam próbował coś wmówić… nie dajcie się nabrać. Kokkteilsósa jest tutaj wszechobecna. Kultowa. Szczególnie na północy. Jeszcze 20 lat temu zamawiając hamburgera, sosu nie można było dostać w Reykjaviku. Ale to wcale nie oznacza, że tutaj powstała. Co do różnych wariacji sosu, w islandzkich przepisach możecie znaleźć również gęstą śmietanę, sok ananasowy z puszki, tabasco, chilli, czy sok z cytryny.

Mam dla Was przepis na domowy sos koktajlowy. Nie jest on może z tych dietetycznych, ale przynajmniej zrobiony od podstaw. To zawsze zdrowsze i bardziej satysfakcjonujące wyjście.

Składniki (1 duży słoik):

fullsizeoutput_74

1 opakowanie gęstej śmietany ( ja użyłam 10%)

ok. 200 g majonezu (ja użyłam light, bo ten akurat wpadł mi w oko w sklepie. Generalnie zasada jest taka, że dodajecie tyle samo majonezu, ile śmietany. Moje opakowanie śmietany miało 180 g, dodałam odrobinę więcej majonezu, dla smaku)

3 łyżki keczupu

 

1 łyżka sosu Worcestershire

1 łyżeczka musztardy miodowej

Przyprawy: papryka, chili, sól

Wykonanie:

Nic prostszego – wystarczy tylko dobrze wymieszać wszystkie składniki w misce, ja robię to rózgą kuchenną. Spróbujcie sosu i dodajcie więcej przypraw, jeśli uznacie, że jest taka potrzeba. Włóżcie sos do lodówki, nawet na kilka godzin przed podaniem, żeby się trochę „przegryzł”, nawet na całą noc. Upieczcie smutne, gotowe i karbowane fryteczki, nie żałujcie na nie soli morskiej, włączcie nudną komedię na Netflixie i zajadajcie! Smacznego!

O historii kokkteilsósa na Islandii przeczytacie tutaj, niestety, po islandzku… Właśnie z tego artykułu zaczerpnęłam informacji tworząc ten wpis.

Opublikowane przez vikingaland

Obalam mity na temat obecności niedźwiedzi polarnych na Islandii. Od kilku już lat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: