Local Food Festival 2019

Na myśl o tym dniu zacierałam rączki już od momentu pojawienia się pierwszej informacji w lokalnych mediach. 16 marca w Centrum Kultury w Akureyri odbył się Local Food Festival 2019, czyli w wolnym tłumaczeniu z języka angielskiego (bo islandzkiej nazwy to wydarzenie niestety nie posiadało) Festiwal Lokalnych Smaków.

Islandia, jak na kraj o małej populacji, i dość podatny na amerykańskie trendy żywieniowe, posiada niesamowitą kulturę kulinarną. To kraj baraniny, jagnięciny, dorsza, skyru, soli morskiej, kawy… Niemal każda farma, w najodleglejszym zakątku fiordu produkuje coś wyjątkowego dbając jak najlepiej o swoje stada. Wiele miejsc postanowiło wytwarzać swoje produkty i je, z sukcesami zresztą, sprzedawać. Muszę przyznać, że sama mam małego fioła na punkcie przetworów i wytworów home-made eko-friendly i #samazakręciłamsłoik, dlatego byłam bardzo ciekawa tego dnia (mój portfel też).

Już po przekroczeniu progu zaatakował mnie zapach dwóch walczących o dominację zapachów: wędzonego mięsa i suszonej ryby. Tego pierwszego nie było mi dane spróbować ze względów honorowych (odmówiłam sobie mięsa w Wielkim Poście, ot eksperyment), za drugim (niestety) nie przepadam… Moje nogi powędrowały najpierw do stoiska piekarni/cukierni Kristjáns, które było ogromne. Kulki rumowe, ciastka owsiane, chleb z masłem, tort marcepanowy krojony prawdopodobnie przez szefa (pan był pod krawatem), czego tam nie było… A prawie wszystko można było kupić – najgorzej. Nie byłabym sobą, gdybym nie wróciła do domu ze świeżym chlebem rustykalnym, do którego zrobiłam przepyszne pesto z daktylami i fetą…

Kolejnym stanowiskiem, które miałam okazję odwiedzić był Mjólkursamsalan, czyli krajowa mleczarnia, która obfitowała w sery: żółte, pleśniowe, serniki (te pieczone nie są popularne na Islandii, MS wprowadził je niedawno na rynek jako nowość), puddingi, które można było zjeść z kleksem bitej śmietany, oczywiście. Nýja kaffibrennslan, lokalna palarnia kawy, zaparzała litry kawy Rúbín, która moim skromnym zdaniem żadnego specjalisty, jest najlepszą kawą przelewową jaką miałam okazję pić nałogowo na Islandii.

Odurzona kofeiną i napakowana kawałkami brownies udałam się do drugiej części sali, a tam… jeszcze więcej kawy, sushi pizza, więcej wędzonego mięsa i stoiska przypominające prawdziwe, domowe spiżarnie i przetwórnie z klasycznym obrusem w czerwoną kratkę. Zatrzymałam się dłużej przy stoisku R rabarbari, gdzie Ragna Erlingsdóttir prezentowała swoje wyroby z rabarbaru: dżemy, soki, ciasta kruche, a nawet nasz swojski kompot, który na Islandii jest zwyczajnie sokiem z rabarbaru o zwiększonej ilości cukru, jak przystało na standardy ludów północy. Cóż z tego, skoro był przepyszny! A testowanie słoiczka z dżemem dopiero przede mną.

Kolejnym fascynującym stanowiskiem był Huldubúð, czyli mały, lokalny biznes prowadzony przez Huldę Arnsteinsdóttir. Można było u niej nabyć marmoladę z chili (sic!), pesto czerwone, konfiturę z pomarańczy, broddur (mleko pochodzące od krowy, która na dniach ma spłodzić małe cielątka), czy świeże mięso prosto z farmy.

Oprócz samego kosztowania specjałów, wydarzenie obfitowało w kilka innych atrakcji. Dla dzieci frajdą była fotobudka, dla dorosłych loża piwna, gdzie można było przetestować lokalne, złote nektary. W tym miejscu trzeba wspomnieć, iż w Akureyri znajduje się browar Ölgerðin, który jest producentem piwa Einstök White Ale, wyjątkowego, mętnego piwa pszenicznego z nutką skórki pomarańczowej i kolendry, będącego wielokrotnie nagradzanym na światowych festiwalach. Dodatkowo, swoje stanowisko miało również Muzeum Przemysłowe, które zorganizowało wystawę puszek i innych, wszelakich opakowań po klasykach konserw i przetworów sprzed lat, które wywoływały u niektórych wiele wspomnień.

Bez wątpienia atrakcją dla wszystkich był rozgrywany w międzyczasie konkurs kulinarny na najlepszą przystawkę, danie główne i deser. Zadaniem uczestników pierwszego konkursu było przygotowanie przystawki, w której głównymi składnikami miały być pstrąg alpejski i kalafior. Tematyką dania głównego była jagnięcina. W konkursie na najlepszy deser gwiazdami były ser ricotta i wanilia. We wszystkich kategoriach uczestnicy mieli pół godziny na wykończenie dania i ułożenie na talerzu. Wyglądały elegancko, a do tego, na szczęście, pachniały bosko, aromaty rozchodziły się na całą salę. Restauracja Strikið miała co świętować, bowiem we wszystkich konkursach wygrali jej reprezentanci. Najwyższa pora, żeby znów ją odwiedzić.

W ciągu zaledwie pięciu godzin Festiwal odwiedziło ponad 5 000 osób, czyli około 25% mieszkańców miasta. Podczas tego wydarzenia zebrano również około 8 tys. złotych na rzecz lokalnego stowarzyszenia walki z rakiem.

To było prawdziwe święto dla smakoszy z północy, sama szeroko otworzyłam oczy na widok tylu wspaniałych przysmaków, które stąd pochodzą. I wokół całej tej jałowej dyskusji, która toczy się obecnie w mediach o zezwolenie na import świeżego mięsa z zagranicy, to był dzień celebrowania siły „małej ojczyzny”. Festiwal odbywa się cyklicznie co dwa lata, mogę śmiało powiedzieć: do zobaczenia!

20190316_134115
Sery od MS
20190316_134337
Ot, budyń
20190316_140610
R-rabarbari
20190316_141132
Ciasteczka owsiane
20190316_150708
Wędzona baranina
20190316_150913
Wędzone pstrągi atlantyckie