Mądrość ukryta w czekoladzie – Páskaegg

Okrutna prawda jest taka, że im później w danym roku wypadają święta Wielkanocne, tym większa szansa, że nie pójdę na święconkę w kozakach. Dopiero co otrząsnęłam się po Bożym Narodzeniu, dojadam Milki, przywiezione z Polski, których termin przydatności do spożycia nieuchronnie się zbliża, a islandzkie markety już od początku lutego każą mi kupować czekoladowe jajka! Jaja, właściwie, ze względu na rozmiary, jakie mogą posiadać. Ich historia nie ma w sobie nic romatycznego. Przybyły na wyspę na początku XX wieku i podbiły serca Islandczyków, którzy stworzyli swoją, unikalną wersję.

paskaegg1

Na Islandii nie ma utrwalonych zwyczajów wielkanocnych, oprócz tego jednego. Na każde dziecko w gospodarstwie domowym przypada przynajmniej jedno czekoladowe jajo, których, tak wyglądających, nie znajdziecie nigdzie indziej na świecie. Pierwsze słowo, jakie przyszło mi na myśl, kiedy po raz pierwszy je zobaczyłam, to kicz i powrót lat dziewięćdzesiątych. Z puchatym, sztucznym kurczaczkiem na czubku i plastikową kwiatową dekoracją na środku. Kupiliśmy z przyjaciółmi jedno z czystej ciekawości. Odkąd jednak przeprowadziłam się na Islandię zaczęłam darzyć je większym szacunkiem, być może właśnie dlatego, że są tak wyjątkowe i traktowane bardzo serio. Pracując na Islandii możecie być niemal na sto procent pewni, że na kilka dni przed świętami wyjdziecie z „małym” prezentem, jakim jest czekoladowe jajo, najczęściej o rozmiarze 4 (około 300 gram dietetycznego zła). Smakowo nie są dla mnie niestety mistrzostwem czekoladowego rzemiosła, islandzkie słodycze są dla mnie za słodkie, po islandzkich ciastach boli mnie szczęka, a cukier skacze jak na trampolinie.

Spytacie: to jaja mają jakiś rozmiar? Mają. Twój stopień zajebistości rośnie wraz z rozmiarem czekoladowego jaja. Najmniejsze jajko mieści się w garści, takie na raz, do kawki. Nie prezentuje się ono jednak tak dobrze jak pozostałe, jest po prostu zawinięte w sreberko, puste w środku. Prawilne jaja zaczynają się od rozmiaru 2 a kończą na rozmiarze XXL, który waży 1350 gram… Co najważniejsze, jajka te ani nie są puste w środku, ani nie wypełnione żadnym kremem, czy czekoladą, ale dodatkową porcją cukierków, drażetek, lukrecji, rodzynek w czekoladzie, żelków… Największą frajdą jest dla mnie zawsze rozbijanie jaja. Szykujemy miskę, i uderzamy w nią jajem, z którego wysypuje się małe co nieco. I tak kończy się Wielki Post, z michą na kolanach i przed telewizorem.  Obywatele spragnieni wrażeń idą na spacer, a żyjący na krawędzi idą pobiegać, nie robiąc co prawda miejsca na serniczek, ale na kolejne paczuszki rodzynków wyjęte z czekoladowej otchłani. Jednakże islandzkie czekoladowe jajka kryją w sobie coś więcej niż „tylko” słodycze. Málsháttur to po polsku przysłowie, powiedzenie. Każde jajko ma w sobie żółty rulonik, na którym jest ono napisane. Pierwszy dzień w pracy po przerwie świątecznej zazwyczaj oznacza pytania o to, jak w tym roku brzmiało nasze powiedzenie i jak odnosi się do naszej życiowej sytuacji. Czekoladowa wróżka nie była dla mnie zbyt przychylnie nastawiona, ale przynajmniej wiem, że muszę być bardziej uważna w życiu, bo „Ci, co dostają najwięcej, nie zawsze dostają najlepiej” i „weseli są Ci, którzy znają smutek”. Tak, dorobiłam się dwóch jajek o łącznej wadze około pół kilograma. Pracuję nad tym.

paskaegg2

paskaegg3

O konserwatyzmie Islandczyków w nawykach dietetycznych już wiecie, dlatego oczywistością jest, że jaja islandzkiej produkcji są najpopularniejsze. Oprócz nich możecie znaleźć w sklepach eksportowane towary wielkanocne, jajka takich marek jak: Lindt, Mars, KitKat, After Eight. Tip od zaawansowanego konsumenta: jeśli Waszym pragnieniem jest tego typu produkt, poczekajcie do Wielkiej Soboty: kupicie go np. w markecie Nettó 50% taniej.

Przepraszam, że ten post, jak i serdecznie życzenia Wielkanocne docierają do Was tak późno, lecz jako bezdzietna Matka Polka narobiłam się przy ciastach prawie puszczając z dymem patelnię jednego dnia, a drugiego piekarnik. Ale leśny mech zrobił szał.

Życzę Wam kochani spokojnych Świąt w gronie najbliższych Wam osób, spacerów między babką a serniczkiem (sklepowy też jest okej, bez ciśnienia), rozmów przy wspólnym stole, ale nie o religii i polityce oraz pogody, ducha też, i nie przejmujcie się jak przyjdzie ochłodzenie, są takie miejsca na świecie gdzie 7 stopni z zachmurzeniami ale bez deszczu i wiatru uznawane są za dobrą świąteczną pogodę na koniec kwietnia 😉 Gleðilega páska!