Döðlugott – daktylowy smakołyk

Dni stają się już coraz krótsze. Dzień budzi się coraz później, każdy poranny bieg zaczyna się i kończy w ciemności. Szczyty Hlíðarfjall i Súlur niemal całkowicie pokryły się świeżym śniegiem. Póki co, natura oszczędza Akureyri i oprócz cienkiej pokrywy kryształowego lodu na chodnikach, zima pozostaje tam, w górach. Następny tydzień zapowiada się ciekawie. Wiatr, śnieg,Czytaj dalej „Döðlugott – daktylowy smakołyk”

Londyn

Zrobienie takiego zdjęcia: było moim marzeniem odkąd zaczęłam uczyć się angielskiego w szkole podstawowej. I zawsze było mi nie po drodze, mimo że Londyn jest chyba najłatwiej dostępnym i najtańszym kierunkiem lotniczym na świecie. Odkąd mieszkam na Islandii stał się również punktem przesiadkowym, z którego mam nadzieję skorzystać jeszcze nie raz. Bilety z Keflavíku potrafiąCzytaj dalej „Londyn”

Peschiera del Garda i Bergamo

Che bello! Nie mogliśmy tego wykrzyczeć zaraz po wylądowaniu we Włoszech, bo za dnia przywitał nas przystanek autobusowy na lotnisku Orio al Serio w Bergamo, a do Peschiera del Garda dotarliśmy już po zmroku. Wybraliśmy się na krótki spacer przy Jeziorze, którego nie widać (w ciemności), ale przynajmniej zdążyliśmy nabrać ochoty na poweselny detoks –Czytaj dalej „Peschiera del Garda i Bergamo”

Restauracja Baccalá i farma Vellir

Korzystając z faktu, że oboje z mężem mieliśmy wolny weekend, postanowiliśmy odbyć małą sælkeraferð, czyli food trip. Zastanawiam się, czy istnieje w ogóle polski odpowiednik tego wyrażenia. Google Tłumacz robi to dosadnie i bez zbędnego upiększania. Po prostu wyprawa na jedzenie. Przyznam, że była to pierwsza, świadomie odbyta wycieczka do restauracji w celu jej udokumentowaniaCzytaj dalej „Restauracja Baccalá i farma Vellir”

Hjónabandssæla – czyli rabarbarowy paradoks

Z rabarbarem na Islandii związana jest jedna rzecz, której pewnie nigdy nie zrozumiem. Magiczna. Rabarbar jest, ale go nie ma. Mamy dżemy, ciasta, syropy, puddingi i inne cuda, ale rabarbaru w sklepie nie znajdziesz. Nie jest uprawiany na skalę przemysłową i dowożony do sklepów. Jakim cudem zatem, prawie każda islandzka gospodyni posiada w zamrażarce kilogramowąCzytaj dalej „Hjónabandssæla – czyli rabarbarowy paradoks”

Kleinur, ástarpungar… czyli dobrze wysmażone

Muszę Wam się szczerze przyznać, że nie jestem jakąś zagorzałą fanką tych smażonych pączusi. W kulinarnej kulturze Islandii zajmują jednak bardzo ważne miejsce, dlatego nie sposób o nich zapomnieć na początku przygody z blogiem o islandzkiej kuchni. Do ástarpungar mam jednak sentyment, ponieważ był to pierwszy tradycyjny wypiek, który kupiłam w dziś już ulubionej piekarniCzytaj dalej „Kleinur, ástarpungar… czyli dobrze wysmażone”

Mądrość ukryta w czekoladzie – Páskaegg

Okrutna prawda jest taka, że im później w danym roku wypadają święta Wielkanocne, tym większa szansa, że nie pójdę na święconkę w kozakach. Dopiero co otrząsnęłam się po Bożym Narodzeniu, dojadam Milki, przywiezione z Polski, których termin przydatności do spożycia nieuchronnie się zbliża, a islandzkie markety już od początku lutego każą mi kupować czekoladowe jajka!Czytaj dalej „Mądrość ukryta w czekoladzie – Páskaegg”

Międzynarodowy Dzień Gofra

– czyli Alþjóðlegur vöffludagur O którym zapomniałam. Nawet nie wiedziałam, że istnieje. Wcale mnie to zresztą nie dziwi, skoro mamy Dzień Pizzy, Dzień Czekolady, Dzień Masła Orzechowego, to Dzień Gofra tym bardziej powinien mieć swoje miejsce w tym zacnym gronie. Jednakże historia tego dnia jest zapewne nieco inna niż pozostałych. 25 marca to w tradycjiCzytaj dalej „Międzynarodowy Dzień Gofra”

Local Food Festival 2019

Na myśl o tym dniu zacierałam rączki już od momentu pojawienia się pierwszej informacji w lokalnych mediach. 16 marca w Centrum Kultury w Akureyri odbył się Local Food Festival 2019, czyli w wolnym tłumaczeniu z języka angielskiego (bo islandzkiej nazwy to wydarzenie niestety nie posiadało) Festiwal Lokalnych Smaków. Islandia, jak na kraj o małej populacji,Czytaj dalej „Local Food Festival 2019”

Keto na Islandii

– czyli zaskakująca popularność diety ketogennej na wyspie Do napisania tego tekstu skłonił mnie wspomniany w poprzednim wpisie Bolludagur, który już należy do przeszłości. Muszę przyznać, że chyba nadgorliwie podeszłam do tematu asymilacji z narodem islandzkim, bo liczba cztery ptysie w dwa dni wywołała niedowierzanie na twarzy… A może to był podziw? Tak, zdecydowanie. RozżalonaCzytaj dalej „Keto na Islandii”