Kleinur, ástarpungar… czyli dobrze wysmażone

Muszę Wam się szczerze przyznać, że nie jestem jakąś zagorzałą fanką tych smażonych pączusi. W kulinarnej kulturze Islandii zajmują jednak bardzo ważne miejsce, dlatego nie sposób o nich zapomnieć na początku przygody z blogiem o islandzkiej kuchni. Do ástarpungar mam jednak sentyment, ponieważ był to pierwszy tradycyjny wypiek, który kupiłam w dziś już ulubionej piekarni w Akureyri. Otóż… nie powalił mnie, bo czułam sam tłuszcz i spalone rodzynki. Nic dziwnego, skoro powinny być jedzone „na świeżo”, czyli zaraz po usmażeniu i jeszcze ciepłe… Wtedy smakują najlepiej. Ástarpungur to dosłownie „miłosne kulki”. Są to małe, okrągłe pączusie z rodzynkami (podobne do tych z ricotty), których surowe ciasto powinno być odrobinę większe od orzecha włoskiego. Smażone są przez kilka minut w głębokim tłuszczu. Ást po islandzku oznacza miłość. Szkoda, że póki co, nie odwzajemniona. Ich historia na Islandii ma już ponad wiek. Co ciekawe, w trakcie przeczesywania sieci natrafiłam na bardzo interesującą rzecz. Otóż pungur to po islandzku…moszna, czyli męski organ płciowy, skąd prawdopodobnie wzięła się nazwa tego delikwenta. W sumie, gdyby tak się przypatrzeć…

Straciły jednak one na popularności na rzecz kleinur, zdecydowanie bardziej przyjaznych do przechowywania dłużej niż jeden dzień.

20190603_175646
Ástarpungur – miłosna kuleczka

Kleinur to również małe pączki, które kształtem bardzo przypominają polskie chrusty/faworki. Nie są one jednak chrupiące, lecz grube, jak pączki bez nadzienia. Wyrobione ciasto jest następnie rolowane i kleinur wycina się specjalnie zakończonym nożem-kołowrotkiem (czyt. mechanizm noża do pizzy) w romby tudzież kokardki – jak zwał, tak zwał. Następnie brzegi są zawijane do środka (analogicznie jak w chrustach), aby zapobiec sytuacji, w której w środku będą surowe kiedy już będą usmażone od zewnątrz. Podobnie jak ástarpungar, wrzucane są na głęboki tłuszcz i w czasie tych kilku minut smażenia bardzo wyrastają.

20190603_175746
Kleina
20190603_175829
Kleina

Pierwszy przepis na kleinur pojawił się w druku w 1800 roku. Słowu kleina najbliżej do niemieckiego klein, które oznacza po prostu mały. W teraźniejszej formie pochodzą z rejonów północno-zachodniej Europy, szczególnie północnych Niemiec, południowej Szwecji i Danii, gdzie źródła średniowieczne wskazują na to, że to bożonarodzeniowy przysmak. W Norwegii podobny wypiek nazywa się fattingmenn, w USA to słynne donuty. Dzięki temu ostatniemu porównaniu koncept kleinur zapewne będzie Wam bliższy.

Pradawne tropy  wskazują, że coś podobnego do kleinur mogło już być znane przed rokiem 1800, o czym świadczy znaleziony nóż do wycinania ciasta z kości wieloryba. Obecnie jest to „codzienna” przekąska, dostępna zawsze w piekarniach lub supermarketach. Coraz rzadziej są smażone w domach, gdyż aromat tłuszczu może unosić się w powietrzu dłużej niż byśmy tego chcieli…

Kleinur nigdy nie są posypywane cukrem pudrem, najlepsze są jeszcze ciepłe. Większość starych przepisów zawiera kardamon, teraz jest najczęściej zastępowany aromatem waniliowym lub cytrynowym. Nowością jest kleina cała zanurzona w czekoladzie, która, wbrew tradycji i zdrowemu rozsądkowi, chyba mi smakuje bardziej 😉 Można śmiało stwierdzić, że kleinur ma status naszych pączków (choć są zdecydowanie mniejsze), kupowane najczęściej na drugie śniadanie lub podwieczorek i serwowane na przyjęciach obok gofrów jako „must have”, szczególnie wśród starszego pokolenia.

A Wy? Mieliście okazję spróbować kiedyś tradycyjnych islandzkich wypieków?