Hjónabandssæla – czyli rabarbarowy paradoks

Z rabarbarem na Islandii związana jest jedna rzecz, której pewnie nigdy nie zrozumiem. Magiczna. Rabarbar jest, ale go nie ma. Mamy dżemy, ciasta, syropy, puddingi i inne cuda, ale rabarbaru w sklepie nie znajdziesz. Nie jest uprawiany na skalę przemysłową i dowożony do sklepów. Jakim cudem zatem, prawie każda islandzka gospodyni posiada w zamrażarce kilogramową paczkę rabarbaru na tzw. zimową „czarną godzinę”, gdy zabraknie dżemu do gofrów?

Są na świecie szczęśliwcy, którzy mają w ogródku krzaki z bujnym, zielonym upierzeniem i pięknymi, czerwonymi łodyżkami. Chętnie się dzielą ich owocami z nieszczęśnikami, którzy mieszkają w blokach, takimi jak ja. Wystarczył jeden post na Facebooku, i w ten sposób w zeszłym roku „dorobiłam się” 10 kg i podobno mam jeszcze prawie 2 kg w zaprzyjaźnionej zamrażarce, bo moja już nie unosi takich ciężarów. Szczególnie z zapasem lodów,  mrożonych bananów i chleba. #nowaste. 

Czerwiec jest szczególnym miesiącem w dla Islandczyków. Zaczynają się wakacje, a wraz z nimi podróże kamperami po kraju z cichą modlitwą na ustach o dobrą pogodę. W tym miesiącu również, dokładnie 17 czerwca 1944 roku, Islandia ogłosiła się republiką i oficjalnie zakończyła unię personalną z Danią, która trwała od 1918 roku. Tego dnia około 25 000 ludzi zebrało się w Þingvellir (w tym miejscu odbywały się historyczne, pierwsze posiedzenia parlamentu), gdzie mówca parlamentu ogłosił, że od tej pory w życie wchodzi islandzka konstytucja. Cały naród hucznie celebrował to wydarzenie i kontynuuje tę tradycję do dnia dzisiejszego, ponieważ jest to święto narodowe, czyli wolne od pracy. W całym kraju mają miejsce różne marsze, pochody, przedstawienia oraz inne atrakcje, również dla dzieci.

Nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności, aby przygotować dla Was chyba jeden z „najbardziej islandzkich” przepisów jakie znam z rabarbarem w roli głównej. Hjónabandssæla to w wolnym tłumaczeniu małżeńskie szczęście, błogość. Jakkolwiek niespodziewanie to brzmi, niezmierzona otchłań Internetu nie potrafiła opowiedzieć mi o historii tego ciasta. Istnieją jednak dwie teorie: hjónabandssæla jest najlepszą rzeczą jaką żona może upiec dla swojego męża, lub ma być tak słodka, jak słodkie jest małżeństwo! Z odrobiną rabarbarowego kwasu – ten też się czasem w życiu pojawia 😉

fullsizeoutput_4
Hjónabandssæla

 

Nie ma jednego, uniwersalnego przepisu na to ciasto, każda gospodyni ma swój własny sekret. W każdym domu będzie ono smakowało inaczej, ale każdy Islandczyk je rozpozna nawet zanim skosztuje. Czasem używana jest margaryna, innym razem masło, opcja z jajkiem lub bez, mogą się pojawić też wiórki kokosowe. Smak dżemu rabarbarowego ma również znaczenie, poziom słodyczy zapewne różni się w każdym domu. Ja zaprezentuję Wam wegańską wersję tego cuda, przygotowanie zajmuje około 40 minut z pieczeniem i, przy dobrych wiatrach, również z myciem naczyń…

Hjónabandssæla – przepis na małą formę 21cm x 21cm (żaroodporne naczynie z Ikei)

Składniki:

125g wegańskiego masła/margaryny (na Islandii użyłam marki Naturli)

1 szklanka mąki (np. pszenna, orkiszowa jasna, migdałowa. Najlepiej wypadła mieszanka obu; nie polecam mąki gryczanej, gdyż zmienia znacząco smak)

1 szklanka płatków owsianych górskich

0,5 szklanki cukru kokosowego

0,5 łyżeczki sody oczyszczonej

Opcjonalnie: 0,5 szklanki wiórków kokosowych – trzeba jednak uważać podczas pieczenia, ponieważ kokos szybko się przypala, można wtedy nakryć ciasto folią aluminiową i kontynuować pieczenie.

Dżem rabarbarowy (ja użyłam domowego, który zrobiłam rok temu słodząc nektarem kokosowym i daktylami)

Wykonanie:

Masło roztapiamy (wersja dla leniwych, czyli mnie: w mikrofalówce), odstawiamy na chwilę do wystygnięcia. W dużej misce mieszamy wszystkie suche składniki, na koniec wlewając roztopiony tłuszcz. Wyrabiamy ciasto ręką (raczej je „sklejamy”. Natłuszczamy formę. Wylepiamy dno formy ciastem zostawiając 1/3 na wierzch. Na dnie ciasta rozsmarowujemy łyżką dżem. Dobrze jest na ten czas wsadzić pozostałą część do lodówki, żeby kruszonka była bardziej zwarta, nawet na kilka minut, po czym sypiemy ją na dżem. Ciasto nie będzie wysokie, będzie bardziej przypominało krajankę. Pieczemy ok. 25-30 minut w 180 stopniach, sprawdzamy, czy ciasto jest zarumienione. Jeśli się przypala, przykrywamy folią. Mnie najlepiej smakuje z czarną kawą, mojemu Wikingowi ze szklanką zimnego, bynajmniej nie wegańskiego mleka, ale wiadomo nie od dziś, że islandzkie świeże krowie mleko jest doskonałe 😉

fullsizeoutput_2
Małżeńskie szczęście

Międzynarodowy Dzień Gofra

– czyli Alþjóðlegur vöffludagur

O którym zapomniałam. Nawet nie wiedziałam, że istnieje. Wcale mnie to zresztą nie dziwi, skoro mamy Dzień Pizzy, Dzień Czekolady, Dzień Masła Orzechowego, to Dzień Gofra tym bardziej powinien mieć swoje miejsce w tym zacnym gronie. Jednakże historia tego dnia jest zapewne nieco inna niż pozostałych. 25 marca to w tradycji chrześcijańskiej Dzień Zwiastowania Marii Panny – wypada dokładnie 9 miesięcy przed Bożym Narodzeniem. W Szwecji, gdzie zwyczaj jedzenia gofrów znany był już w XV wieku, ten dzień nazywa się  Vårfrudagen, czyli Dzień Naszej Pani. Jak widać od Vårfrudagen do Våffeldagen niedaleko i tak oto 25 marca stał się Międzynarodowym Dniem Gofra. A że wszystko, co skandynawskie nie jest nam obce, na Islandii też przyjął się zwyczaj robienia gofrów. Nie tylko tego dnia. W każdym islandzkim domu jest gofrownica, każda szanująca się kawiarnia ma gofry w swoim menu, każda poważna partia polityczna serwuje vöfflukaffi podczas spotkań z elektoratem gdy wybory nadchodzą wielkimi krokami. Śmiem nawet twierdzić, że w niektórych domach, tak jak w Polsce nie ma niedzieli bez ciasta, tak na Islandii nie ma niedzieli bez gofrów. I to niekoniecznie do popołudniowej kawy, często serwowane są wieczorem lub kiedy do drzwi zapukają niespodziewani goście.

20190324_153453_HDR

Nie wyglądają one jednak identycznie jak te z nadbałtyckiego deptaku. W krajach skandynawskich, tradycyjne gofry są w kształcie serduszek, smażone w okrągłej gofrownicy. Na Islandii bita śmietana i dżem rabarbarowy to klasyk. Vöfflur með rjóma og sultu i koniec dyskusji. Gofry z Nutellą to jakaś profanacja. Gofry z masłem orzechowym i innymi fit substytutami to nie są gofry. Jakkolwiek liberalni w innych sprawach i sferach życia to w temacie gofrów Islandczycy są do bólu konserwatywni. Akceptują ewentualnie dżem jagodowy lub truskawkowy. Inne smaki to już odchył w nieznanym kierunku, gdzie nikt nie chce podążać. A jeśli ktoś chce sobie pofolgować, sos czekoladowy będzie przysłowiową kropką nad i.

Nie uwzględniałam gofrów w weekendowych planach, ponieważ ciasto z rabarbarem (jak dobrze mieć zamrażarkę słusznych rozmiarów) kusiło mnie od sobotniego ranka i oprócz wydłubywania kruszonki z wierzchu (bardzo zły nawyk z dzieciństwa) wykazywałam się anielską cierpliwością do momentu aż nie dowiedziałam się, że 25 marca jest Dzień Gofrów i nie ma opcji pozostawienia tego faktu bez echa na blogu. Z przyjemnością pragnę podzielić się z Wami przepisem, którego baza jest w pewnej bardzo dobrze mi znanej islandzkiej rodzinie od lat. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie wprowadziła kilku „modyfikacji”. Oglądając zdjęcia musicie wiedzieć, że tak NIE DO KOŃCA wyglądają tradycyjne islandzkie gofry, to moja wariacja na ich temat. Przepis się zgadza, dodatki już nie w 100%, ale chyba nie wyszły takie złe, prawda? 

20190324_154445_HDRphotoshop

Islandzkie gofry (8 sztuk):

100g maślanki

150g mleka (lub więcej, do uzyskania odpowiedniej konsystencji)

250g mąki (ja użyłam mąki orkiszowej jasnej, w oryginale jest mąka pszenna)

1 jajko

1/4 łyżeczki soli

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki sody

3 łyżki roztopionego masła

1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

Zmiksować wszystkie składniki oprócz masła, które należy dodać na końcu. W razie potrzeby dodajemy mleko, ciasto nie może być za gęste, ale zdecydowanie gęstsze od naleśnikowego. Rozprowadzamy je chochlą na gofrownicy. Im dłużej będziemy je trzymać w gofrownicy, tym bardziej będą chrupiące, stopień wysmażenia zależy również od mocy urządzenia, ja smażę ok. 4 minuty. Podajemy z czym dusza zapragnie. Ja bitą śmietanę zastąpiłam naturalnym skyrem wymieszanym z syropem klonowym. Smacznego!